W sobotę Narendra Modi wylądował na Seszelach i natychmiast otrzymał nagrodę Guardian of the Blue Horizon — jedno z najwyższych odznaczeń archipelagu. Indyjski premier od lat kolekcjonuje takie honory podczas zagranicznych podróży, często jako pierwszy i jedyny ich odbiorca.
Rzecz nie jest całkiem bez znaczenia. Ten sam schemat widzieliśmy w 1962 roku, gdy Nehru odwiedzał kraje Afryki — za fotografiami i medalami szły konkretne umowy techniczne, których nikt później nie odwoływał. Mikro-sygnał jest wyraźny: gdy małe państwo przyznaje przywódcy mocarstwa nagrodę jako „pierwszemu i jedynemu”, czuje się w obowiązku dać coś więcej niż dyplom. Wszystko wskazuje na to, że już w poniedziałek seszelska administracja ogłosi wspólny z Indiami fundusz monitoringu i ochrony raf koralowych w zachodniej części Oceanu Indyjskiego.
Inicjatywa dostanie indyjską technologię satelitarną i pierwsze transze finansowania. Rybacy z zewnętrznych wysp zyskają realne narzędzie, a rafy — szansę na spowolnienie degradacji. Nikt się specjalnie nie zdziwi, jeśli gest, który wyglądał na typowy dyplomatyczny kabaret, tym razem skończy się umiarkowanie dobrze.
