Dziennik „Kathmandu Post” podaje, że nepalskie Ministerstwo Edukacji odnotowało 749 392 studentów zapisanych na krajowe uczelnie i akademie. Wzrost ten jest bezpośrednim skutkiem globalnych napięć: wysokie ceny wiz, obostrzenia na rynkach pracy oraz niepewność polityczna w krajach docelowych zahamowały masowy odpływ, który przez dwie dekady systematycznie opróżniał nepalskie aule. Kraj, który przywykł do eksportowania wykształconej młodzieży, nagle musi zmierzyć się z jej nadmiarem u siebie.

Jest wysoce prawdopodobne, że w ciągu najbliższego tygodnia jedna z agencji ONZ zajmujących się migracją – IOM lub UNHCR – zacytuje te dane w roboczym raporcie jako wskaźnik „odwróconego drenażu mózgów” i zaproponuje Nepalowi status pilotażowego beneficjenta nowego instrumentu finansowania szkolnictwa wyższego w krajach przejściowych. Tego rodzaju instrument istnieje w różnych formach od lat; brakuje mu jedynie właściwego pretekstu statystycznego, by został uruchomiony.

Mikrosygnał jest prozaiczny: liczba 749 392 okazuje się wystarczająco okrągła i pokaźna, by trafić na slajd prezentacji. Nepal otrzyma zaproszenie na konsultacje – dokument z kategorii tych, które „wzywają”, a nie „zobowiązują” – i powoła pełnomocnika do spraw krajowej retencji absolwentów, który przez kolejne dwa lata będzie uczestniczył w konferencjach w Genewie.