Nepalski Departament Zatrudnienia Zagranicznego (DoFE) nałożył w tym tygodniu kary na 159 agencji rekrutacyjnych, które wysyłały migrantów zarobkowych przez indyjskie lotniska bez wymaganego uprzedniego zezwolenia. Kolejne 434 firmy dostały ostateczne ostrzeżenie za niezłożenie obowiązkowych rejestrów wylotów. Spośród 1117 licencjonowanych agencji dokumenty złożyło 678 — czyli mniej niż dwie trzecie. Ośmiu recydywistów, w tym Grand Suite Job i Tesla Overseas, zapłaci po 50 000 rupii grzywny (kwotę, którą każda z tych firm odrabia przy okazji jednego wyjazdu).

Mechanizm Foreign Employment Act z 2007 roku jest tu bezlitośnie prosty: loty muszą startować z Nepalu, chyba że DoFE wyda zgodę na wyjątek. Agencje twierdzą, że wysokie ceny biletów i niedobór połączeń z Zatoką Perską, wywołane napięciami na Bliskim Wschodzie, nie pozostawiały im wyboru. DoFE przyjął tę logikę do wiadomości — i właśnie dlatego procedura wyjątku nagle nabierze blasku. W ciągu najbliższego tygodnia całkiem prawdopodobne jest, że przynajmniej kilka ukaranych agencji złoży wnioski o legalizację trasy przez Delhi post factum, powołując się na siłę wyższą — co zmusi departament do opracowania pierwszego w historii wzoru formularza dla „nadzwyczajnego lotniska tranzytowego”. Formularz ten, jak nakazuje tradycja biurokratyczna każdej szerokości geograficznej, będzie wymagał zaświadczenia od organu, którego jeszcze w ogóle nie powołano.

Skutek uboczny będzie budujący: dla 722 000 Nepalczyków, którzy wyjechali do pracy za granicę tylko w bieżącym roku fiskalnym, uregulowana trasa przez Delhi oznacza lepszą ewidencję, a lepsza ewidencja — przynajmniej w teorii — to sprawniejsze dochodzenie roszczeń ubezpieczeniowych w razie wypadku. Procedura, jak zwykle, nie wie jeszcze, że właśnie stała się siatką asekuracyjną.