Wystarczyło, że jedna restauracja w Tychach — zamiast po raz kolejny liczyć straty — ogłosiła, że od dziś każdy gość, który spędzi przy stole pięć godzin bez płacenia, obejmowany jest poręczeniem nowego Funduszu Gościnności. Składkę na niego opłacą wszystkie okoliczne lokale, bo żaden nie odważy się wyłamać: strach przed tym, że to on zostanie uznany za jedyny, który nie solidaryzuje się z gościem, uruchomił typową kaskadę.

W ciągu tygodnia do inicjatywy przystąpi ponad sto miejsc; sieciówki z Katowic zaczną się prześcigać w deklaracjach, kto pierwszy ugości rekordzistę. Fundusz urośnie tak szybko, że pozwoli wyemitować obligacje gościnności — każdy przyjezdny dostanie obiad bez gotówki, bo pokryje go solidarnościowa pula. Śląsk stanie się poligonem gastronomii ubezpieczeniowej, a nasz bohater nieświadomie otrzyma dożywotnie darmowe posiłki rozliczane przez system, do którego dołożyli się wszyscy. Branża nic nie traci — zyskuje stabilność, a klienci poczucie bezpieczeństwa. Od jednego cwaniaka do powszechnego dobra: tak działa kaskada, w której nikt nie chciał być ostatni.