Główny Inspektorat Transportu Drogowego postawił właśnie na Opolszczyźnie pięć radarów Mesta Fusion RN – w Strzelcach, Walidrogach, Sosnówce, Skorogoszczy i Mokrej-Kolonii. Urządzenia te śledzą 32 pojazdy naraz, rejestrują niebezpieczne manewry na dystansie 200 metrów i robią zdjęcia o tak wysokiej rozdzielczości, że wyraźnie widać na nich twarz kierowcy. Wszystko to jest częścią ogólnokrajowej wymiany ponad dwustu wysłużonych sztuk, przejętych swego czasu od policji.
W ciągu tygodnia jeden z dużych ubezpieczycieli najprawdopodobniej ogłosi opolski pilotaż: kto przez trzy miesiące nie dostanie wezwania z tych konkretnych lokalizacji, ten automatycznie zyska 12–18 procent zniżki na OC. Patrzcie państwo: schemat, który znamy z 2008 roku, gdy pierwsze stacjonarne radary przynosiły wyłącznie kary i narzekanie, tym razem może się odwrócić. Technika, zamiast tylko automatycznie karać, zaczyna automatycznie nagradzać.
I, o dziwo, tym razem cała ta historia może się skończyć umiarkowanie dobrze. Zyskamy mniej wściekłych kierowców, realną motywację do zmiany nawyków i jeden z tych rzadkich momentów, kiedy państwo kupiło drogie narzędzie, a rynek zrobił z niego coś autentycznie pożytecznego.
