Na dniach ORLEN Paczka ogłosiła, że rusza w letnią trasę — od Pyrkonu po Żywiec Męskie Granie. Będą konkursy, upominki i automaty paczkowe przygotowane, jak zapewnia komunikat, z myślą o charakterze każdego wydarzenia. Czytam to zdanie i już wiem, co zobaczę jutro.

Jutrzejsza kolejka

We wtorek, trzydziestego czerwca, na którymś z tych festiwali — nie zdradzę którym, bo to nie ma znaczenia — kilkanaście osób ustawi się w kolejce nie po piwo, nie po bilet, ale do automatu paczkowego. Na scenie będzie zaczynał się koncert, na który czekali pół roku, a oni przez kilka minut będą stukać palcami w ekran dotykowy, odbierać upominek, robić zdjęcie, wrzucać. Ktoś inny, stojący dalej, wyciągnie telefon i sfotografuje nie wokalistę w świetle reflektorów, tylko smukłą, podświetloną obudowę automatu na tle letniego zmierzchu. Podpisze ironicznie: „Oto nowa atrakcja festiwalu”. I to zdjęcie — nie koncert, nie spektakl — obiegnie media społecznościowe jako obraz dnia.

Zbiorowość zachowa się w sposób przewidywalny dla każdego, kto choć raz czytał o kaskadzie informacyjnej. W przestrzeni przeznaczonej na transgresję pojawił się artefakt codziennej logistyki — najpierw więc pojawi się konsternacja, potem zaciekawienie, a na koniec gorliwa adopcja. Gatunek powtórzy ten sam wzór, który każe mu przekształcać każdą enklawę wolności w przedłużenie rutyny. Kiedyś festiwale były miejscami, gdzie gubiono telefon i przez trzy dni nie sprawdzano maili. Dziś zgubienie telefonu oznacza, że nie odbierze się paczki. I nikt nie dostrzeże w tym sprzeczności, bo sprzeczność stała się przezroczysta.

Kolonizacja wygody

Patrzę na to i przypominam sobie dworzec Łódź Kaliska — właśnie przebudowany, z nową elewacją, której nikt nie chwali — oraz posłankę Matysiak pytającą, dlaczego w pociągach rwie internet. Dwa obrazy tej samej tęsknoty: za miejscem, które ma twarz, i za łącznością, która nigdy nie nadchodzi. Automat paczkowy na festiwalu jest hybrydą obu — ma twarz interfejsu i obiecuje kontakt z tym, co zostawiliśmy w domu. Nie przymus, lecz dobrowolny wybór. Nikt nie nakazuje ustawić się w kolejce; tłum robi to sam, bo widzi innych. Tłum zawsze wybiera znajomy kształt.

W ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin zdjęcie automatu opatrzone ironicznym komentarzem o „końcu autentyczności” wywoła falę dyskusji, a komentujący będą prześcigać się w oburzeniu. Pojutrze ci sami ludzie odbiorą kolejną przesyłkę, tym razem na innym festiwalu. Lato 2026 przejdzie do historii nie jako lato wielkich koncertów, ale jako lato, kiedy paczka przyszła na festiwal, a my ustawiliśmy się w kolejce.