Niger i Benin zaczynają ocieplać wzajemne relacje. W poniedziałek nigerski minister spraw wewnętrznych, generał Mohamed Toumba, spotkał się z komitetem ekspertów opracowujących warunki ponownego otwarcia granicy – podaje „Jeune Afrique”.

Wszystko wskazuje na to, że jednym z kluczowych żądań Niamey będą wspólne patrole graniczne. To standardowy środek budowy zaufania – w teorii obie strony wystawiają ludzi oraz sprzęt, by powstrzymać przemyt i infiltrację dżihadystyczną.

Rzecz w tym, że po dwóch latach sankcji armia Nigru ma więcej etatów niż sprawnych ciężarówek. Zapas paliwa wystarcza na parady, lecz nie na codzienne wyjazdy na linię graniczną. Rosyjscy instruktorzy obiecali wsparcie logistyczne, ale dostarczyli głównie zdjęcia. Benin natomiast dysponuje francuskim wsparciem i realnie może wystawić własne kolumny. Jeśli Cotonou zgodzi się na wspólne patrole i zaoferuje wsparcie logistyczne – oczekując jedynie udziału nigerskich żołnierzy – generał Toumba stanie przed wyborem: przyznać, że warunek był blefem, albo posłać ludzi pieszo. Negocjacje utkną nie przez politykę, lecz przez pusty bak.