TVN24 donosi, że premier jest „wręcz zachwycony” pełnomocniczką rządu ds. SAFE, Magdaleną Sobkowiak-Czarną. Zachwyt to uczucie. Zachwyt nie jest aktem normatywnym. Pełnomocnik rządu działa na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów — i o ile dotychczasowy akt powołujący nie precyzuje zakresu rozszerzonych uprawnień, każda nowa kompetencja wymaga nowego podpisanego dokumentu, publikacji w Dzienniku Ustaw i okresu vacatio legis.

Tutaj zaczyna się proceduralna arytmetyka. Kancelaria Premiera musi przygotować projekt, Rządowe Centrum Legislacji musi go zaopiniować, a Komitet Stały Rady Ministrów musi go zatwierdzić — zanim cokolwiek trafi pod obrady. Całkiem prawdopodobne, że decyzja polityczna o „przyszłości” pełnomocniczki, którą Michał Tracz opisuje jako już zapadłą, w istocie jest decyzją o wszczęciu procedury jej sformalizowania. Innymi słowy: ogłoszono wynik przed startem biegu.

W ciągu tygodnia trudno wykluczyć sytuację, w której entuzjazm medialny wyprzedzi rejestr rozporządzeń o co najmniej trzy tygodnie. Sobkowiak-Czarną czeka rozszerzony mandat — ale na papierze, który jeszcze nie istnieje, z podpisem, który jeszcze nie wyschnął, na formularzu, który jest w RCL od środy.