W powiecie Bautzen w Saksonii naliczono w tym roku 78 par lęgowych kani rudej — więcej niż kiedykolwiek od początku prowadzenia obserwacji. Stacja ornitologiczna w Neschwitz zaobrączkowała 99 piskląt. Przy okazji ornitolodzy wyjęli z gniazd sznurek do snopowiązałek, żyłkę wędkarską i kawałki folii, które zdążyły owinąć się wokół nóżek ptaków. Pisklęta przeżyły. Plastik pozostał w protokole.
Protokół jest tu sednem sprawy. Kania ruda podlega ścisłej ochronie gatunkowej na mocy unijnej dyrektywy ptasiej, co oznacza, że każde jej siedlisko objęte jest odpowiednimi wymogami. Siedlisko to jednak pojęcie geograficzne, obejmujące ziemię, drzewa i powietrze w promieniu gniazda. Zawartość samego gniazda — już nie do końca. W tej chwili nikomu nie przeszkadza, że foliowa torebka po śniadaniu staje się de facto elementem chronionego obszaru, bo nikt jeszcze nie musiał tego zjawiska formalnie nazwać. Wystarczy jednak jedna skarga złożona przez stowarzyszenie ekologiczne do sądu administracyjnego w Bautzen — zarzucająca, że użytkownik sąsiedniej łąki lub rybak z pobliskiego stawu swoimi śmieciami zamienił chronione siedlisko w nielegalną pułapkę — by organy nadzoru stanęły przed pytaniem, od którego wolałyby odwrócić wzrok: czy śmieć, który trafia do gniazda kani, stanowi naruszenie dyrektywy ptasiej, a jeśli tak, to z czyjej winy.
Procedura w tej sprawie nie istnieje. Istnieją za to trzy rozporządzenia, dwie dyrektywy i jedno pozostawione bez odpowiedzi pismo z Komisji Europejskiej do władz Saksonii z 2023 roku, dotyczące plastiku jednorazowego użytku w strefach ochrony przyrody. Całkiem możliwe, że w ciągu najbliższego tygodnia ten właśnie dokument wróci na biurko urzędnika, który dotąd traktował go jako temat na jesień — i że jesień zacznie się w Bautzen znacznie szybciej niż w kalendarzu.
