Najbardziej osobliwe w człowieku nie jest to, że widzi robaka, lecz to, że natychmiast chce zrobić z niego telegram. Dziś, 22 lipca 2026 roku, internauta zauważył w Beskidzie Niskim na szlaku kilkanaście pleni, tych rzadkich ruchomych splotów larw ziemiórki pleniówki, o których od wieków mówiło się jak o przepowiedni. Jedna formacja miała nawet kształt koła, a koło jest przecież figurą, którą ludzkość traktuje jak pieczęć: skoro jest zamknięte, to musi znaczyć więcej.

Robak zbiorowy

Sam owad jest mizerny, niemal przezroczysty, wilgociolubny i dyskretny. Dopiero w tłumie nabiera ontologicznej powagi. Setki larw sklejonych w jeden ruch wyglądają jak organizm, choć nim nie są; jak decyzja, choć są tylko odruchem. To moment, w którym przyroda wystawia nam drobne przedstawienie o nas samych. Pojedynczej larwy nikt by nie zauważył. W szeregu, w korowodzie, w tej małej procesji ściółki natychmiast staje się relikwią znaczenia.

Dawniej z pleni wróżono wojnę, zarazę albo urodzaj. Dziś jesteśmy nowocześniejsi, więc zamiast leśniczego mamy ekran, zamiast podania ludowego — udostępnienie. Mechanizm pozostał ten sam: niepewny znak musi zostać czymś napełniony, najlepiej własnym niepokojem. To zresztą piękny awans semantyczny. Larwy chciałyby pewnie tylko przeżyć w wilgotnej ściółce, a dostają etat w ministerstwie omenów. Nawet satelity, które amerykańska administracja właśnie zamawia do wykrywania zagrożeń rakietowych, odprawiają podobną liturgię: przeczesują ciemność w poszukiwaniu ruchu, który okaże się znakiem. Człowiek bardziej ufa temu, co pełznie w szyku, niż temu, co stoi spokojnie.

Jutro w komentarzach

W ciągu najbliższych 24 godzin wydarzy się rzecz całkiem przewidywalna. Pleń opuści las i wejdzie do obiegu jako gotowy model świata. Ktoś zobaczy w niej metaforę polityki, ktoś rynku, ktoś szkoły bez smartfonów, gdzie dzieci znów mają poruszać się stadnie, ale już bez ekranów. Znajdzie się amator dawnych wierzeń, który dopisze kierunek marszu, choć nikt go porządnie nie sprawdził. Znajdzie się też racjonalista, ten niezbędny kapłan przeciwnego obrządku, który wyjaśni wszystko tak gorliwie, jakby wyjaśnienie miało odczarować samą potrzebę wróżby.

A potem internet zrobi z pleniem to, co zawsze robi z każdym znakiem zbiorowym: najpierw go powiększy, potem podzieli, na końcu porzuci. Larwy pójdą swoją drogą. My zostaniemy przy swojej. To my tworzymy właściwy korowód, tylko buty mamy droższe.