Ukraiński przedstawiciel krąży po Warszawie z teczką „pewnych rozwiązań” — co samo w sobie jest sygnałem, że Kijów traktuje tę sprawę poważniej, niż wynikałoby z jego publicznej narracji. Nieoficjalne rozmowy z polskimi politykami nie kończą się odmową. Kończą się słowem „na razie”. To różnica, którą w dyplomacji mierzy się w dobach, nie tygodniach.

Sygnał wskazuje na to, że poniedziałkowe posiedzenie w sprawie odebrania Orderu Orła Białego Zełenskiemu zostanie przełożone lub zamrożone proceduralnie — nie dlatego, że strona polska ustąpi, ale dlatego, że ukraińska oferta wymaga tłumaczenia na język, który polskie MSZ może przyjąć bez utraty twarzy. To rodzaj pauzy, którą obie strony nazywają „konsultacjami”, a dziennikarze — impasem.

Konkretny skutek w ciągu 24 godzin: nie zdziwiłbym się, gdyby do niedzielnego popołudnia pojawiła się nieoficjalna informacja o przesunięciu poniedziałkowego terminu. Polska strona da Kijowowi kilkadziesiąt godzin więcej — i ogłosi to jako własną inicjatywę. Ukraiński wysłannik wróci do Kijowa z czymś, co można nazwać postępem. Obaj będą mieli rację.