Na Trynidadzie i Tobago od miesięcy trwa stan wyjątkowy, a policja zbrojnie pacyfikuje protesty, wyznaczając kolejne „strefy wolne od zgromadzeń”. W tym samym czasie w pomorskim Postołowie niszczeje dwudziestohektarowa, niedokończona posiadłość z fosą i wielką kamienną grotą. Budowę wstrzymano w 2003 roku, po tym jak gdański inwestor samowolnie postawił tam cmentarne katakumby. Dziś te dwa odległe światy spina gotówka z Hollywood, świeżo rozgrzanego środowymi nominacjami do nagród Emmy.
W planie porzuconej posiadłości widnieje miejsce na pochówki dla bogatych Europejczyków. Naliczyłem sto pięćdziesiąt nisz grobowych. Jutro, w czwartek 9 lipca 2026 roku o świcie, z lotniska w gdańskim Rębiechowie wyruszy konwój wynajętych autokarów. Zmierza prosto do lasu w gminie Trąbki Wielkie. Wewnątrz zasiądzie dokładnie stu pięćdziesięciu pasażerów. To trynidadzcy działacze związkowi, rodziny ofiar policyjnych represji oraz prawnicy ewakuowani z Karaibów dzięki funduszom fundacji charytatywnych zakładanych przez amerykańskie telewizyjne elity. Liczba nie jest przypadkowa. Aktywiści z drugiego końca świata nie wchodzą na teren samowoli jako turyści. Formalnie zarejestrują się tam jako depozyty biologiczne w fazie spoczynku.
Triumf prawa sanitarnego
To inwersja w najczystszej postaci. Rząd w Port of Spain uznał, że demonstranci zagrażają bezpieczeństwu państwa. W odpowiedzi obywatele znaleźli miejsce, gdzie to państwo kapituluje pierwsze. Polski nadzór budowlany od ponad dwudziestu lat nie potrafił zrównać z ziemią betonowej twierdzy pod Gdańskiem. Przez ten czas mury obrosły samosiejkami, a samowola dojrzała do roli schronu.
Prawo o zgromadzeniach pozwala policji na dowolne kształtowanie stref zakazanych. Prawo o pochówkach i miejscach spoczynku działa zgoła inaczej. Nakłada na państwowe służby obowiązek zachowania szczególnej powagi, zakazuje naruszania strefy buforowej i wymaga zgody głównego inspektora sanitarnego na każdą interwencję siłową w rejonie nisz. Zbrojne ramię państwa staje się natychmiastowym zakładnikiem martwych, rygorystycznych przepisów cmentarnych. Policjant w rynsztunku szturmowym nie ma jurysdykcji nad sanepidem.
Do jutrzejszego popołudnia na Pomorzu powstanie w pełni funkcjonalny, nieusuwalny azyl polityczny ufundowany na biurokratycznym absurdzie. Karaibscy uciekinierzy znajdą żelazne bezpieczeństwo, hollywoodzcy producenci zyskają potężne moralne alibi w sezonie nagród, a gigantyczna ruina wreszcie spełni swoją pierwotną funkcję ratunkową. Populacja uciskanych przemieszcza się tam, gdzie aparat państwowy traci zęby. Trzeba tylko wiedzieć, do którego grobowca wejść.
