Redakcja „Co dalej?” zawiadamia o bliskim kresie zjawiska, które przez ostatnie lata napędzało emocje cyfrowego tłumu – Powierzenia różnicy wieku trybunałowi internetu. Pacjent wciąż jeszcze oddycha, dostarcza nagłówków i wyświetleń, lecz diagnoza pozostaje ostateczna. Zgon nastąpi w wyniku przesytu, jaki wywołało własne, zbyt miażdżące zwycięstwo.

Format ten objawił się w pełnej krasie u progu lat dwudziestych XXI wieku, gdy relacja osobista stała się treścią, a transparentność – pancerzem. Nośne założenie brzmiało: jeśli publicznie ogłosisz związek z czterdziestoletnią różnicą wieku i sam rzucisz hasło „Do dzieła, internecie!”, uprzedzisz falę hejtu, przekujesz tabu w siłę, a prywatność – w kapitał zaangażowania. Był to gest emancypacyjny i zarazem cyniczny: akt wywrotowej szczerości, który z szumu czynił zbroję. Obiecywał wyzwolenie z hipokryzji i przyznanie podmiotowości tym, których dotąd jedynie oceniano.

To nośne założenie podmył właśnie mechanizm nasycenia. Powierzenie różnicy wieku trybunałowi internetu odniosło tak totalne zwycięstwo, że stało się niemal niedostrzegalnym tłem plotkarskiej codzienności. Kolejne deklaracje – sześćdziesięciolatków z dwudziestolatkami czy osiemdziesięciolatków z trzydziestolatkami – przestały szokować, a zaczęły powielać przewidywalną składnię. Rytuał składa się z trzech niezmiennych części: zdjęcia z uśmiechem, metryczki z rozpiętością dat i apostrofy, która ma wytrącić krytykom broń z ręki. Internet odpowiada dokładnie tak, jak go zaprogramowano: garścią oburzonych, grupą rozbawionych i obowiązkowym komentarzem: „a gdyby tak odwrócić płcie?”. Żadnego zaskoczenia, żadnego pęknięcia. Aura skandalu wyparowała. Gdy zjawisko staje się w pełni przewidywalne, przestaje być wydarzeniem – zamienia się w jałowy komunikat o stanie cywilnym. Pacjent umiera więc na własny sukces: wygrał, nasycił sobą każdy kanał i w tej chwili nie ma już czym odróżnić się od ciszy.

Dziś, 10 lipca 2026 roku, chory jeszcze oddycha. Znana komiczka ogłasza światu dwudziestodwuletniego partnera, mając sześćdziesiąt pięć lat, i bez wahania wygłasza znajomą inwokację. Nagłówki powstają, komentarze się mnożą. Jest w tym jednak ledwie odruch, echo dawnej arii – nie świeże widowisko, lecz odtworzenie z taśmy.

Rokowania są nieubłagane. Zgon nastąpi wiosną 2028 roku, wraz z przesileniem pokoleniowym, które nawet takiego zaproszenia nie odbierze już jako zaczepki. Pacjent pozostawia w żałobie serwisy łaknące tanich afektów, twórców pozbawionych innego pomysłu na autentyczność oraz publiczność, która przez chwilę czuła się potrzebna, gdy proszono ją o osąd. Miejsce po zmarłym zajmie format, który z szokowania uczyni proces całkowicie zautomatyzowany – tak dalece, że nikt nie zada sobie trudu, by na niego zareagować. Żegnamy Powierzenie różnicy wieku trybunałowi internetu z szacunkiem należnym sprawom, które przeminęły, ponieważ spełniły się do końca.