W poniedziałek gwałtowna ulewa zalała ulice Stalowej Woli, a wraz z nimi serwerownię Huty Stalowa Wola oraz pomieszczenia Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Woda całkowicie przykryła samochód w jednym z tuneli. Straty materialne są dopiero szacowane, ale pierwszy komunikat ZUS-u o możliwych opóźnieniach w obsłudze pojawił się jeszcze tego samego wieczoru.

Ten komunikat jest iskrą. Doświadczenie uczy, że im sprawniej instytucja informuje o lokalnym zakłóceniu, tym szybciej uruchamia się kaskada naśladownictwa obaw. Kilkadziesiąt tysięcy seniorów z regionu, słysząc o potencjalnym poślizgu wypłat, zacznie dzwonić na infolinię. System nie wytrzyma już pierwszej doby – kolejka oczekujących na połączenie wydłuży się do godzin, co samo w sobie stanie się wiadomością i wywoła kolejne fale telefonów. Tłum krzyczy najgłośniej, gdy próbuje go uciszyć jedno łącze.

W horyzoncie dwóch–trzech tygodni sytuacja przejdzie z wirtualnej w fizyczną. Oddziały ZUS-u w północno-wschodniej Polsce odnotują gwałtowny wzrost odwiedzin – świadczeniobiorcy, nie mogąc dodzwonić się po informację, ruszą osobiście, by upewnić się, że ich przelewy nie przepadły. Bardzo prawdopodobne, że przed końcem czerwca w co najmniej dwóch placówkach konieczne będzie wprowadzenie biletów kolejkowych i wydłużenie godzin pracy, a pojedyncze przepychanki przed drzwiami zmuszą instytucję do wystosowania oficjalnego apelu o spokój.