Prawdziwa decyzja zapadła w Londynie, w siedzibie syndykatu ubezpieczeniowego Lloyd's, dwa tygodnie przed tym, jak Indie zawiesiły traktat. Ktoś zorientował się, że dane hydrologiczne z dorzecza Indusu — jeśli rządy przestaną je publikować — staną się towarem rzadszym i cenniejszym niż woda, której dotyczą.

W ciągu dwóch–trzech tygodni luksemburska firma satelitarna ogłosi komercyjny produkt „Indus Water Intelligence” — subskrypcję dla funduszy hedgingowych i reasekuratorów, opartą na pomiarach przepływów z konstelacji mikrosatelitów. Cena rocznej licencji przekroczy budżet pakistańskiego ministerstwa gospodarki wodnej. Islamabad zaprotestuje, ale nie anuluje subskrypcji.

Nowe Delhi i Islamabad będą kontynuować dyplomatyczny teatr negocjacji traktatowych. Tymczasem na giełdzie w Singapurze pojawi się kontrakt terminowy na „indeks wodny Indusu”, rozliczany nie w metrach sześciennych, lecz w punktach procentowych odchylenia od średniej dziesięcioletniej. Analitycy nazwą to innowacją finansową. Rolnicy w Pendżabie nazwą to suszą.