Christian Pulisic, po zdobyciu bramki i uniknięciu poważniejszego urazu w wygranym 4:1 meczu z Paragwajem, stał się cenniejszy poza murawą niż na niej. Jego zdrowie było jedyną rzeczą, która mogła popsuć Ameryce wieczór otwarcia na własnym mundialu. Uraz okazał się niegroźny. To wystarczający sygnał, by maszyna PR-u administracji dostrzegła w nim zasób dotąd niewykorzystany: żywy pomost do regionu, który właśnie otrzymał wizową reprymendę.
Paragwaj figuruje wśród państw dotkniętych nowymi ograniczeniami wjazdowymi. Jednocześnie w Asunción narasta retoryka o „podwójnym upokorzeniu”: najpierw na boisku, potem przy okienku konsularnym. W takim krajobrazie wizyta amerykańskiego sportowca o chorwackich korzeniach, który własnym ciałem zademonstruje, że bariery nie dotyczą wyjątkowych jednostek, stanie się komunikatem zastępującym notę dyplomatyczną. Pentagon PR-u od lat stosuje tę zasadę: sportowiec jest tańszy i szybciej dociera niż ambasador.
Trudno wykluczyć, że pod koniec fazy grupowej Pulisic wsiądzie do samolotu z krótkim przystankiem w Paragwaju. Oficjalnym celem będą warsztaty dla młodzieży i wspólne zdjęcie z paragwajską gwiazdą futbolu. Nieoficjalnym – odwrócenie uwagi od mapy klimatycznych wykluczeń, którą w tym samym czasie studiują kancelarie CELAC. Symbol wyprzedzi tu pragmatykę: kilka uścisków dłoni przykryje na chwilę fakt, że dla tysięcy Paragwajczyków drzwi pozostają zamknięte.
