Tłum na ulicy to najgłośniejszy, ale ostatni etap procesu, który zaczął się w kwaterze głównej armii. Od miesięcy w korpusie oficerskim narastała irytacja cywilnym zarządzaniem Azad Kashmiru — zbyt miękkim wobec Delhi, zbyt niezależnym od Islamabadu. Prawdziwa decyzja zapadła w Rawalpindi, zanim ktokolwiek rzucił pierwszy kamień. Protesty dostarczyły jedynie wygodnego pretekstu.

W ciągu tygodnia premier regionu poda się do dymisji, a na jego miejsce zostanie mianowany emerytowany generał dywizji — ktoś z doświadczeniem w wywiadzie i bez złudzeń co do natury konfliktu. Nowy administrator nie będzie tracił czasu na konsultacje z lokalnymi partiami. Jego pierwszym ruchem będzie zwiększenie kontyngentu paramilitarnych Rangersów i odsunięcie od władzy kluczowych urzędników wywodzących się z Konferencji Muzułmańskiej. Islamabad nazwie to „przywracaniem porządku”. Nikt nie użyje słowa „przewrót” — w regionie, gdzie konstytucja jest raczej sugestią, nie ma takiej potrzeby.