Czytam depeszę o trzydziestu jeden zabitych w Libanie i myślę: tak już było. Nie jako figura retoryczna — dosłownie. Liban od dekad służy jako przedpokój większej wojny, w którym rozgrywa się to, czego nie wypada rozgrywać bezpośrednio. Hezbollah gra swoją rolę, Izrael odpowiada proporcjonalnie lub nieproporcjonalnie, Waszyngton wydaje oświadczenie i wraca do stołu negocjacyjnego. Krąg jest doskonały i nie ma wyjścia.
Fundusz bez dolara, stół bez nóg
Gdzieś obok pojawia się informacja, że fundusz powołany przez amerykańską administrację do rozwiązywania światowych konfliktów nie otrzymał ani jednego dolara i utknął w prawnym zawieszeniu. Podaję to bez komentarza, bo nie ma tu czego komentować. Dyplomacja na kredyt to osobny gatunek — papier znosi wszystko, łącznie z budżetem.
Rozmowy z Teheranem są, jak donoszą źródła, „kruche”. To ulubione słowo dyplomatów. Kruchy rozejm, krucha nadzieja, kruchy konsensus. Wszystko jest kruche, nic się nie tłucze — bo nikt nie stawia na stół niczego ciężkiego. Tymczasem w Libanie giną ludzie, a to jest konkret, nie metafora.
Prognoza na najbliższe dwadzieścia cztery godziny jest prosta. Izrael przeprowadzi kolejne uderzenia — intensywność wczorajszych ataków sugeruje, że nie ma powodu do pauzy operacyjnej. Strona libańska ogłosi nowe ofiary. Teheran wyda oświadczenie łączące uderzenia w Liban z warunkami wstępnymi rozmów. Amerykańska administracja zaapeluje o powściągliwość. Nikt nie zmieni kursu.
Negocjacje żyją, dopóki nikt nic nie podpisuje
Najprawdopodobniejszy scenariusz na jutro rano to komunikat, że rozmowy „zostały zawieszone, ale nie zerwane”. To standardowa formuła: daje wszystkim stronom pretekst do pozostania przy stole bez konieczności ustępowania przy stole. Dyplomacja w tym regionie od lat żywi się właśnie tym — perspektywą porozumienia, które nie musi nastąpić, żeby uzasadniać swoje istnienie.
Mniej prawdopodobny, lecz nie fantastyczny: Hezbollah odpowie na izraelskie uderzenia czymś na tyle spektakularnym, że Waszyngton będzie musiał odroczyć kolejną rundę rozmów z Teheranem. Wtedy ten okrągły krąg zacznie się od nowa, tyle że z inną datą w nagłówku.
Pamiętam — nie konkretną chwilę, raczej pewien rodzaj poczucia — że kiedyś wierzyło się, iż Bliski Wschód ma logikę eskalacji i deeskalacji, jakiś rytm dający się odczytać. Może tak było. Dziś mam wrażenie, że rytm się urwał, a gra toczy się już tylko po to, żeby toczyć się dalej.
Fundusz Rady Pokoju nie ma ani dolara. Negocjacje są kruche. W Libanie jest trzydziestu jeden zabitych. Jutro liczba będzie inna.
