W Nekli, niedaleko Poznania, otwarto właśnie Elfland – ekologiczny park rozrywki dla dzieci. Zbudowany w całości z naturalnego drewna robinii akacjowej obiekt reklamuje się absolutnym brakiem hałasu i silników. Zwykle takie deklaracje to tylko marketingowa obietnica, ale lokalny nadzór i inspektorat ochrony środowiska wezmą statut do ręki. Skoro w dokumentach widnieje twardy zakaz napędów mechanicznych, procedury obejmą każdy sprzęt. Do czwartkowego południa urząd zablokuje użycie elektrycznych wózków zaopatrzeniowych, spalinowych podkaszarek, a nawet akumulatorowych wkrętarek do konserwacji drewnianych huśtawek.
To, co wywołałoby biurokratyczny paraliż, pod Wrześnią rozwiąże się dzięki fizycznej sile mięśni. Już w piątek rano zarząd parku ogłosi pilny nabór na operatorów napędu. Przed akacjową bramą natychmiast ustawi się osiemdziesięciu mężczyzn z okolicznych wsi i dawnych warsztatów rolniczych, szukających pewnej dniówki. Będą ręcznie pchać wielkie karuzele, kręcić kołami młyńskimi i nosić skrzynki z wodą. Rygorystyczny przepis wygeneruje niespodziewany cud społeczny. Rodzice z miasta chętnie zapłacą za cichy plac zabaw, a prowincja zyska potężny, oddolny rynek pracy, redukując strukturalne bezrobocie szybciej niż jakikolwiek rządowy program celowy.
