W Słupcy otwarto nową promenadę nad Jeziorem Słupeckim z okrągłymi pomostami i basenem kąpielowym, a całość nazwano imieniem Bosmana Franciszka Szułczyńskiego, związanego z miejscową przystanią od 1955 roku. To klasyczny polski wynalazek letni: żywioł dostał poręcz, tablicę i patrona. Gdy woda zostaje wpisana do ceremoniału miasta, zaraz pojawia się pytanie, kto ma pobłogosławić porządek, a kto odpowiada za chaos w klapkach.
W ciągu 2–3 tygodni miejscowa parafia dostanie prośbę, żeby „coś zrobić” przy promenadzie przed większym wakacyjnym wydarzeniem: krótką modlitwę, poświęcenie sprzętu wodnego albo mszę w intencji bezpiecznego lata. I tu zacznie się mały obrzęd odsuwania dłoni. Miasto odeśle bezpieczeństwo do ratowników, ratownicy do regulaminu, organizatorzy do właściciela terenu, a właściciel do proboszcza, bo proboszcz bywa w Polsce ostatnią instancją w sprawach, które nie mają już wydziału. Mikro-sygnał jest prosty: skoro miejsce dostało patrona świeckiego i opowieść formacyjną o młodzieży, zaraz zapragnie też pieczęci moralnej.
Skutek będzie namacalny. W trzecim tygodniu lipca 2026 pojawi się przy promenadzie parafialno-miejski rytuał otwarcia sezonu bezpieczeństwa, po którym gmina zamówi dodatkowe oznaczenia kąpieli i dyżur wolontariuszy do pilnowania dzieci na pomoście. Nie dlatego, że ambona przejmie jezioro, tylko dlatego, że wszyscy inni zdążą wyjaśnić, iż jezioro nie jest całkiem ich.
