Uniwersytet Śląski od dłuższego czasu nie może pozbyć się swoich nieruchomości w Sosnowcu. Kolejne próby sprzedaży spełzły na niczym — i teraz, jak informuje „Wyborcza Katowice”, uczelnia rozważa współpracę z miastem, które miałoby pomóc przekształcić dawny Dom Górnika w mieszkania.

Tu zaczyna się klasyczna sekwencja proceduralna, którą najprościej opisać jako wzajemne wystawianie sobie pełnomocnictw do podpisania czegoś, czego jeszcze nie ma. Żeby miasto mogło przejąć lub doprojektować nieruchomość uczelni publicznej, potrzeba zgody jej organu założycielskiego — a jest nim Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ministerstwo wyda opinię, opinia trafi do rektora, rektor zwoła senat, senat przyjmie uchwałę (na najbliższym posiedzeniu, czyli za jakieś trzy tygodnie), a uchwała — jako niewiążąca deklaracja intencji — zostanie odesłana miastu jako podstawa do sporządzenia wstępnego listu intencyjnego. List intencyjny nie zobowiązuje nikogo do niczego (to jego zasadnicza właściwość prawna), ale umożliwia złożenie wniosku o środki z programu rewitalizacyjnego, do którego nabór właśnie dobiegł końca.

Najprawdopodobniej w ciągu dwóch, trzech tygodni sosnowieccy radni przegłosują uchwałę wyrażającą wolę współpracy — dokument powołujący do życia międzyinstytucjonalny zespół roboczy, złożony z pełnomocników obu stron, których głównym zadaniem będzie ustalenie, kto właściwie jest kompetentny do powołania zespołu roboczego. Dom Górnika pozostanie w tym czasie tym, czym jest: budynkiem, który z powodzeniem pełni funkcję argumentu za dalszym procedowaniem.