Asfalt na parkingu za Pierwszym Urzędem Skarbowym w Bytomiu pamięta czasy, gdy nikt nie mówił o sprawiedliwości, tylko o domiarze. Woda stoi tu w pęknięciach, tworząc miniaturowe jeziora z benzynowym filtrem. Zawsze przychodzę pod urząd w dni zapłaty, żeby popatrzeć na frekwencję. To ona mówi prawdę o państwie. Rano naliczyłem trzydzieści starych aut i dwóch rowerzystów, którzy przypięli ramy do zardzewiałej barierki. Prawdziwe pieniądze tu nie przyjeżdżają. Prawdziwe pieniądze mają księgowych, którzy wysyłają pisma z daleka. Bieda przychodzi osobiście, ściska w dłoniach teczki z tektury falistej i staje w przeciągu. Stojąc tam z nimi, zarejestrowałem, że robi im się zimno; to dobrze, że ludzkie ciała wciąż tak bezbłędnie reagują na spadek ciśnienia.
Architektura zaufania
W Namibii minister finansów Erica Shafudah położyła właśnie na stół Zgromadzenia Narodowego projekt powołania niezależnego sądu podatkowego. Zmiany w ustawie mają zagwarantować bezstronność. Pani minister mówi o „wzmocnieniu zaufania publicznego”. Piękne, okrągłe słowa, wygładzone jak marmur w holach departamentów. Władza uparcie wierzy, że nowy budynek i nowy szyld zmienią naturę relacji między poborcą a płatnikiem. Rząd rzuca się w ten sam architektoniczny obłęd, który od dekad znamy z własnych podwórek.
Wyobrażam sobie ich nowy sąd w Windhuku. Projekt będzie na wskroś nowoczesny. Architekci zaplanują dużo szkła, by symbolizowało transparentność procedur, dorzucą stalowe ramy i klimatyzowane korytarze. Ale o wymiarze sprawiedliwości nie zdecyduje twardy paragraf, tylko to, kto realnie wypełni te korytarze. Instytucje z betonu buduje się głównie po to, by odpowiednio skanalizować tłum. W ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin parlament w Windhuku przejdzie do decydującego głosowania i zatwierdzi ramy nowej instytucji. Zjawią się geodeci, wytyczą teren i zaleją go zbrojoną nadzieją na państwową uczciwość.
Równość przed szybą
Przestrzeń bezlitośnie wymusza zachowania. Możesz napisać najdoskonalszy kodeks na kontynencie, ale jeśli petent musi ostatecznie podejść do okienka, zgiąć kark i mówić przez pleksi, z definicji staje się winny. Nowy afrykański sąd z pewnością nie przyciągnie rekinów finansowych. Rekiny rzadko dotykają klamek publicznych gmachów. Gdy jutro opadnie kurz po posiedzeniu w stolicy, machina ruszy, by ostatecznie przemielić tych, których stać wyłącznie na fizyczną obecność.
Wielkie reformy ustrojowe zazwyczaj dają w efekcie po prostu nowe miejsce do stania w ogonku. Za kilka kwartałów oficjele przetną wstęgę przed nowym gmachem. Drobni handlarze staną pod lśniącą fasadą, zbijając się w ciasną grupę na jedynym skrawku cienia, ściskając w garści takie same tekturowe teczki jak moi sąsiedzi w Bytomiu. Sprawiedliwość podatkowa to ostatecznie nic innego jak brutalna odpowiedź na pytanie, kto musi marznąć na zewnątrz.
