W Polsce właśnie zdecydowano, że zagrożenia związane z deepfake'ami — w tym deepnude, czyli narzędzia do cyfrowego rozbierania osób ze zdjęć — trafią do podstawy programowej jako element edukacji zdrowotnej w klasach czwartych. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zgłosił postulat, wiceminister edukacji postulat przyjął, rozporządzenie zostanie zmienione. Mechanizm zadziałał sprawnie, wręcz choreograficznie.
I tu właśnie zaczyna się prognoza, która wymaga nie tyle znajomości prawa oświatowego, ile znajomości estetyki instytucjonalnej.
Spektakl profilaktyki zamiast profilaktyki
W ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin — nim zmiana rozporządzenia zdąży przełożyć się na cokolwiek namacalnego — ministerstwo, UODO lub obie instytucje razem ogłoszą materiały edukacyjne albo webinar dla nauczycieli poświęcony nowemu zagadnieniu. Ogłoszenie będzie konkretne: data, link, plakat graficzny z ikoną oka i logotypami. (Że sam webinar odbędzie się za trzy miesiące, a frekwencja wyniesie sześćdziesiąt pięć osób z całej Polski, to szczegół, który nikomu nie przeszkodzi). Kluczowe będzie zdjęcie — ministerstwo i UODO na wspólnej konferencji prasowej, za nimi roll-up z napisem „Bezpieczna szkoła cyfrowa”, a w kadrze ktoś trzyma tablet.
To jest właśnie ów moment, w którym Polska staje się liderem europejskiej edukacji cyfrowej: nie wtedy, gdy czternastolatek nauczy się czegoś nowego, lecz wtedy, gdy urzędnik pojawi się z tabletem na roll-upie.
Mechanizm jest tu bardziej interesujący niż złośliwość. Bell 407 GXi leci nad Krakowem i fotografuje rzeki — nie dlatego, że ktoś chce zamknąć szambo, lecz dlatego, że lot dokumentuje się na zdjęciach, zdjęcia trafiają do komunikatu, komunikat udowadnia, że instytucja działa. Efekt: rzeki czyste, szamba gdzie były, ale policja sfotografowała Wisłę z powietrza i to jest gest o wartości rozliczeniowej (śmigłowiec jak kamera na czerwonym dywanie: to, co się liczy, to sam akt bycia uwiecznionym w kadrze).
Kotwica sprawdzalna
Prognoza brzmi precyzyjnie: do końca lipca 2026 roku co najmniej jedna centralna polska instytucja — ministerstwo edukacji, UODO lub fundacja powiązana z którąś z tych instytucji — wyda pakiet materiałów dydaktycznych do nauczania o deepfake'ach skierowany do uczniów klas czwartych, opatrzony datą wydania, logotypami i komunikatem prasowym. Pakiet będzie istniał jako PDF. Czy którykolwiek nauczyciel go otworzy przed nowym rokiem szkolnym — to już osobna hipoteza, mniej optymistyczna.
Dobre wieści są jednak prawdziwe. Sam fakt, że Polska oficjalnie włączyła deepnude do programu nauczania, wyprzedza większość krajów Unii. Za rok znajdziemy to w rankingach cyfrowej edukacji. Uczeń, który trafi na nauczyciela przygotowanego, dowie się czegoś, czego nie wie jego rówieśnik w Paryżu ani w Madrycie. Instytucje sfotografowały rzekę — ale rzeka tym razem naprawdę istnieje.
