Waszyngton i Teheran osiągnęły wstępne porozumienie mające zakończyć stan wojny. Dokumenty zapowiadają długo wyczekiwaną deeskalację, choć gabinet w Tel Awiwie wciąż wstrzymuje się z ostateczną deklaracją uznania tych warunków. Dyplomaci w światowych stolicach przygotowują już triumfalne komunikaty o regionalnym bezpieczeństwie i nowym rozdaniu. Zanim jednak uczestnicy politycznych szczytów odtrąbią sukces, do głosu dojdzie fizyka populacji.

Państwo irańskie od lat opiera swoją twardą strukturę wewnętrzną na zewnętrznym zagrożeniu. Stan permanentnej gotowości pozwalał zarządzać rzeszą młodych mężczyzn, dla których zrujnowana sankcjami gospodarka nie miała żadnych realnych ofert. Złagodzenie konfliktu gwałtownie zdejmuje tę klamrę. Dla reżimu pokój nie oznacza ulgi, lecz początek głębokiego kryzysu kontroli. W wielomilionowych, dotkniętych bezrobociem rocznikach zapowiedź normalizacji wywołuje tylko jeden odruch. Nie jest nim wcale publiczna radość z sukcesu dyplomacji, lecz sygnał, że można wreszcie bezpiecznie zaplanować ucieczkę z kraju.

Aparat państwowy dostrzeże tę wzbierającą falę, zanim zdąży ona fizycznie zablokować przejścia graniczne. Jest całkiem prawdopodobne, że w ciągu najbliższych dni irańskie urzędy paszportowe dotknie nagła, ogólnokrajowa awaria systemów informatycznych. Zanim minie tydzień, ministerstwo spraw wewnętrznych wyda okólnik dyskretnie wstrzymujący wydawanie dokumentów wyjazdowych mężczyznom przed trzydziestym rokiem życia. Machina powołana początkowo do obrony przed amerykańską inwazją musi teraz płynnie przejść do ochrony państwa przed eksodusem własnej młodzieży. Oficjalnie zostanie to przedstawione jako rutynowa inwentaryzacja zasobów ludzkich w dobie nowego pokoju.