Trzy pozornie rozłączne newsy z dziś rana mają jeden wspólny mianownik: ciało prawne jako ostatnia linia obrony jednostki wobec państwa, które zmieniło zdanie. W Botswanie para kobiet idzie do sądu, bo chce się pobrać. W Afganistanie rodzice sprzedają dzieci, bo rząd de facto nie istnieje jako podmiot ochrony. W Londynie dwaj premierzy podpisują traktat o współpracy obronnej, bo prawo międzynarodowe bez dwustronnych umów jest ozdobnikiem. Nić jest prosta: wszędzie tam, gdzie porządek zbiorowy się chwieje, wygrywają ci, którzy pierwsi go skodyfikują na własnych warunkach.

Pakt jako narzędzie selekcji ludzkiej

Polsko-brytyjski traktat obronny nie jest dokumentem wojskowym. Jest — i to właśnie jest prognoza — dokumentem migracyjnym, który jeszcze tego nie wie. Oba kraje podpisują właśnie umowę, która w swojej architekturze prawnej wymaga harmonizacji kryteriów bezpieczeństwa: kto jest zagrożeniem, kto jest uchodźcą, kto jest obciążeniem dla systemów wywiadowczych partnera. Wielka Brytania od lat stosuje tę logikę wobec Afganistanu — Rwanda była jej brutalnym skrótem, odrzuconym przez sądy, ale intencja pozostała. Polska, która właśnie zamknęła granicę z Białorusią za pomocą drutu, a nie prawa, dostaje teraz legalny instrument do tego samego: umowę dwustronną, w której definicja zagrożenia może być negocjowana ponad głowami Brukseli.

W ciągu najbliższych 24 godzin, jeszcze przy świeżym atramencie na pergaminie, jeden z rządów — polskiego lub brytyjskiego — wyda oświadczenie prasowe zawierające frazę „koordynacja procedur azylowych” lub równoważną. Nie będzie to nagłówek dnia, ale wejdzie do załącznika traktatowego jako punkt roboczy. Afganistan pojawi się tam nie z imienia, ale jako „region podwyższonego ryzyka destabilizacji” — eufemizm wystarczająco pojemny, by zablokować wnioski azylowe bez konieczności ich odrzucania.

Botswana podpowiada, jak to się skończy

Paradoks polega na tym, że najlepszą prognozę dla polsko-brytyjskiej logiki prawnej daje właśnie para z Gaborone. Bonolo Selelo i Tsholofelo Kumile idą do sądu nie dlatego, że wygrają jutro — idą, bo wiedzą, że precedens buduje się latami, a każda przegrana jest cegłą w murze, który kiedyś ktoś przebije. Taktyka jest identyczna jak taktyka państw podpisujących traktaty obronne: nie zmieniasz prawa jednym ruchem, tylko tworzysz fakty prawne, do których prawo musi się w końcu dostosować.

Prognoza na jutro, 28 maja: w komunikacie po podpisaniu traktatu znajdzie się zapis o „wspólnym zarządzaniu przepływami migracyjnymi jako elementem bezpieczeństwa narodowego” — i ten zapis, zignorowany przez wszystkich komentatorów skupionych na F-35 i dronie, okaże się jedynym zdaniem, które za dwa lata będzie cytowane przed trybunałem.