Prawdziwa decyzja zapadła w Pentagonie, zanim ktokolwiek w Białym Domu wypowiedział słowo „inflacja”. Wojna amerykańsko-izraelska w Iranie generuje wydatki, które wymykają się standardowej sprawozdawczości budżetowej. Ktoś w Biurze Zarządzania i Budżetu wpadł na rozwiązanie: część tych kosztów można przeklasyfikować jako „interwencje stabilizacyjne na rynkach surowców”.

W ciągu tygodnia Biuro przedstawi zrewidowaną metodologię kalkulacji wydatków federalnych, w której operacje logistyczne w Zatoce Perskiej figurują jako „wsparcie łańcuchów dostaw”. Różnica między „działaniami wojennymi” a „stabilizacją cen ropy” stanie się ćwierćprocentowym szczegółem w przypisie do budżetu.

Nikogo nie zdziwi, jeśli Fed — powołując się na „przejściowe czynniki zewnętrzne” — wstrzyma się z kolejną podwyżką stóp. Analitycy rynkowi zorientują się o tym po fakcie, przeglądając tabele w aneksie do raportu kwartalnego.