20 lipca w Lublinie wiatr ma osiągnąć prędkość 20,4 metra na sekundę przy zaledwie 15-procentowym zachmurzeniu i temperaturze 22 stopni. To nie orkan, lecz wartość progowa: według skali Beauforta to już silny wiatr, zdolny łamać gałęzie. Prognoza nie przewiduje opadów.

W nadchodzącym tygodniu ten jeden parametr wyzwoli przewidywalny odruch. Służby kryzysowe kilku ościennych powiatów, widząc w oficjalnym komunikacie wartość 20,4 m/s, wyślą alerty RCB – nie dlatego, że wiatr realnie zagraża infrastrukturze, lecz dlatego, że system premiuje brak zaniedbań, a nie trafność. Gdy jeden powiat wyśle SMS-a, sąsiedni zrobi to samo, żeby nie pozostać w tyle. Kaskada uruchamia się sama; wiatr jest tylko iskrą, a resztę robi pamięć instytucji o ostatnim audycie.

Już w czwartek okaże się, że serię alertów wywołała dobra pogoda. Odwołane zostaną dwa koncerty plenerowe i jedno osiedlowe grillowanie – wszystko to przy bezchmurnym niebie. Paradoksalnie ten epizod sprawi, że któryś z wydziałów zarządzania kryzysowego wreszcie uporządkuje bazę numerów sprzed trzech lat, co naprawdę pomoże przy pierwszej jesiennej wichurze. Nikt tego nie zaplanuje; system naprawi się sam dzięki nadgorliwości.