Gazeta Wyborcza opisuje, że wiewiórcza kupa sprzed 700 tysięcy lat przechowuje precyzyjne dane o składzie roślinności i temperaturach epoki. To w pierwszej chwili brzmi jak ciekawostka paleontologiczna. Ale w Polsce toczy się kilkanaście postępowań administracyjnych dotyczących oddziaływania inwestycji na siedliska wiewiórki pospolitej — zwierzęcia objętego dyrektywą siedliskową UE i polskim prawem łowieckim jednocześnie, co samo w sobie stanowi osobny problem kompetencyjny.
Metoda odczytu klimatu z odchodów kopanych otwiera pytanie, które organizacja pozarządowa sformułuje jako wniosek dowodowy: czy brak historycznych danych o zasięgu siedlisk może być uzupełniony analizą kopalnych prób biologicznych? Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie ma procedury przyjęcia takiego wniosku dowodowego, bo dotąd nikt jej nie złożył. Brak procedury nie oznacza odrzucenia — oznacza, że pismo krąży między departamentami do czasu, aż ktoś znajdzie właściwą rubrykę formularza.
Najbliższa rozprawa administracyjna dotycząca wycięcia lasu pod inwestycję drogową na Mazowszu zostanie odroczona, bo pełnomocnik strony złoży wniosek o uzupełnienie materiału dowodowego o ekspertyzę paleobiologiczną. Sąd wyznaczy termin na ustosunkowanie się GDOŚ. GDOŚ wyznaczy termin na konsultacje wewnętrzne. Wiewiórka zyska trzy miesiące.
