Karol Nawrocki podpisał wyczekiwaną ustawę metropolitalną dla Pomorza. Powołuje ona Metropolitalny Związek Komunikacyjny, który ma ujednolicić bilety i rozkłady w całym trójmiejskim obszarze — „na pierwszy ogień pójdzie transport”, jak już wiadomo. Prezydent skomentował to z rzadką dla siebie pokorą: pochwalił większość parlamentarną za wsłuchanie się w jego merytoryczne uwagi. Ustawa weszła w życie w chwili podpisu. Co do zasady.

W praktyce Związek będzie mógł działać dopiero po powołaniu rady przez gminy, z których każda podejmie oddzielną uchwałę, przyjęciu statutu, który wymaga zatwierdzenia przez wszystkie strony, wyborze zarządu, otwarciu rachunku bankowego i — tu jest serce sprawy — zawarciu porozumienia taryfowego między przewoźnikami, którzy dotąd mieli własne cenniki i nie mają powodu, by spieszyć się z ich połączeniem. Każdy z tych kroków jest oddzielnym dokumentem z oddzielnym terminem i oddzielną możliwością zaskarżenia do sądu administracyjnego przez każdą z kilkunastu gmin.

Nikomu nie umknie, że do pierwszego wspólnego biletu dalej niż do podpisu pod ustawą. Bardzo możliwe, że zanim Związek wystawi komukolwiek fakturę, pasażer SKM zdąży kilkadziesiąt razy kupić osobny bilet miejski i osobny kolejowy — jak dotychczas, co jest Europą Zachodnią w wydaniu bałtyckim. Sygnałem jest sam cytat prezydenta: skoro zasługą jest wsłuchanie się w uwagi, to szybkość nigdy nie była priorytetem tej procedury.