Narastająca irytacja pasażerów PKP, którzy zamiast obiecanego internetu dostają w pociągach przymusowy „detoks cyfrowy”, szybko znajdzie fizyczne ujście. Odcięci od sieci podróżni z laptopami masowo przenoszą się do wagonów WARS. To jedyne miejsce w składzie, gdzie gastronomiczne terminale płatnicze wciąż łapią strzępki zasięgu, a blaty pozwalają rozłożyć sprzęt.

W czwartek rano ekspresy wyjadą z Warszawy i Gdyni bez obsługi. Załogi po prostu zostaną na peronie. Nikt nie ogłosił sporu zbiorowego; zadziałała czysta fizyka tłumu. Bilans z wtorkowego kursu to dwadzieścia miejsc siedzących i czterdziestu zdesperowanych pracowników biurowych. Kupują jedną herbatę za piętnaście złotych i przez trzy godziny blokują korytarz, próbując wysłać zaległe raporty. Kelnerzy fizycznie nie mają jak przecisnąć się z wrzątkiem między wyciągniętymi kablami zasilaczy.

Centrala związkowa w ogóle tego buntu nie kontroluje. To oddolna, twarda blokada ludzi z wózkami, którzy z dnia na dzień odmówią pracy w improwizowanych biurach. W ciągu najbliższych dwóch dób dyrekcja PKP wyda pilny okólnik zakazujący otwierania komputerów przy stolikach jadalnych. Służba Ochrony Kolei dostanie nowy, czysto proceduralny priorytet: patrolowanie okolic ekspresu do kawy.