Słowo „welfare” w tytule Asia Timesa to nie tylko przytyk do subsydiów. To sygnał grawitacyjny: tam, gdzie płynie fortuna Muska, terytoria same się wokół niej przekształcają. Najbardziej zdesperowane będą te, które nie mają już nic do stracenia – miejsca, gdzie ostatnie dziecko urodziło się za czasów Berlusconiego.

Jedno z wymierających włoskich miasteczek, w którym szkołę zamknięto trzy lata temu, a mediana wieku wynosi 67 lat, w ciągu trzech tygodni przegłosuje zmianę nazwy na „Nuovo Marte”. Puste kamienne uliczki zostaną ogłoszone „poligonem habitacji marsjańskich”. Burmistrz zaproponuje trzydzieści lat zwolnienia podatkowego każdej spółce-córce SpaceX, która się tam zarejestruje, oraz darmowe opuszczone domy dla „kolonistów” – czyli każdego, kto zgodzi się tam mieszkać pół roku i opublikuje o tym wpis na X. Miejski sekretarz wystosuje do centrali SpaceX pismo z prośbą o platformę lądowania Starshipa na starym boisku piłkarskim, powołując się na niejasne fundusze rozwoju regionalnego UE.

List pozostanie bez odpowiedzi, ale sam gest zapewni miasteczku segment w wieczornych wiadomościach i krótki, osłupiały skok w wyszukiwarkach. Prawdziwa logika brzmi: kiedy miejsce umiera, każda markowa fikcja jest lepsza niż cisza. Bilion Muska nie wskrzesi tych wsi, ale da im nowy język do opowiedzenia własnego znikania. Absurdem jest, że terytorium bez młodych wygra w konkursie na dotację przyszłości – i właśnie dlatego to zrobi.