Zapowiadałem, że FIFA przyzna Yamalowi dyplom uznania za wkład w europejski ład pokojowy: że Komitet Wykonawczy przyjmie rezolucję o futbolu jako przestrzeni dialogu, dołączy do niej wykaz zawodników z Yamalem i roześle całość do siedmiu organizacji patronackich, z których przynajmniej cztery mają adres gdzieś w systemie ONZ. Brzmiało to jak rutyna instytucjonalna, czyli zwykle najpewniejszy z gatunków fikcji urzędowej.

Tym razem jednak nie było ani takiej rezolucji, ani wykazu, ani wtórnego obiegu w organizacjach patronackich. Mówiąc krótko: świat nie raczył odegrać sceny, którą znał już z prób generalnych. Przepraszam czytelników — i odnotowuję z pewnym zdumieniem, że nawet FIFA potrafi czasem nie zrobić rzeczy, do których wydawała się stworzona.