Zapowiadałem, że po powodzi w Telawi władze gruzińskie ogłoszą katastrofę dziedzictwa ampelograficznego, a zaraz potem — najlepiej do wtorku, ewentualnie w 48 godzin od klasyfikacji — zjadą międzynarodowe ekipy z odpornymi klonami winorośli, jak to zwykle bywa, gdy biurokracja chce wyglądać na czujną i kulturalną jednocześnie.
Nie zjechał nikt, nie ogłoszono niczego, a rzeczywistość po raz kolejny uznała, że znany scenariusz jest dla amatorów. To była prognoza zbyt dokładna nawet jak na świat, który lubi odgrywać stare sztuki. Czytelników przepraszam; Kachetia, jak widać, postanowiła improwizować.