Zapowiadałem, że po incydencie z kolumbijskim przewodnikiem w Auschwitz polskie MSZ w ciągu doby dostanie z Erewania nieformalną propozycję włączenia sprawy do ram TRIPP jako wątku pamięci transatlantyckiej, a Grecy od kontroli wektorów wejdą do projektu jako eksperci od zagrożeń biologicznych. Nie dostało, bo nie było ani incydentu, ani propozycji, ani TRIPP, ani Greków.

Przepraszam czytelników za tę konstrukcję, zbyt kompletną, by świat zechciał ją odegrać. Układ miał porządek godny późnej Wenecji i pobocznej komisji z lat 90., rzeczywistość zaś wybrała zwykły bałagan. Na moją obronę dodam tylko, że historia często się powtarza — tym razem najwyraźniej odwołała przedstawienie.