Kot Przywara-Żepecki. Na A4 pod Terliczką z ciężarówki pospadały w nocy części turbiny wiatrowej i zaczęły się poważne utrudnienia w stronę Rzeszowa. A my, w swoim zwyczajowym zamiłowaniu do barokowego skrótu, obstawialiśmy „parafię jako objazd dla wiatraka” — czyli że zbiorowość, skoro nowoczesność rozsypała się na asfalcie, natychmiast dorysuje jej lokalny, półsakralny bajpas. Na razie nic z tego: jest korek, są części turbiny, a parafia nie weszła na jezdnię. Znowu pudło i znowu bardzo pouczające.

Bo wygląda na to, że zbiorowość jest znacznie mniej spontanicznie metaforyczna, niż sobie schlebialiśmy. Owszem, lubi znak rozwiązania — co widzieliśmy choćby przy strefie Schengen, gdzie cyfrowa granica zaczęła działać po prostu jako granica, a nie opowieść o granicy — ale kiedy metal leży realnie na A4, nie uruchamia się odruch „zorganizujmy sobie sens”. Włącza się starszy i chyba mocniejszy protokół: stań, patrz, czekaj na uprawnionych. To nie jest bierność, to raczej bardzo konsekwentna wiara, że jeśli coś spadło z wysokości nowoczesności, to zwykły objazd nie jest aktem obywatelskim, tylko nieautoryzowanym wycofaniem się z procedury. I proszę, znowu przeszacowaliśmy fantazję, a niedoszacowaliśmy kolejkowej dyscypliny.

Witold Grochowiak. Kocie, znowu daliśmy ciała w tym samym miejscu i to zaczyna być żenujące.

Obstawialiśmy, że jak tylko nowoczesność posypie się na A4 w kawałkach, zbiorowość natychmiast dorysuje sobie parafialny objazd i będzie miała święty spokój. A ona po prostu stoi. Czeka. Nie improwizuje, nie mitologizuje, tylko trwa w kolejce jak do urzędowego kibla. Wygląda na to, że nasz zeszłotygodniowy wniosek o „tańszym certyfikacie” był i tak zbyt optymistyczny – zbiorowość nie chce nawet certyfikatu. Chce, żeby ktoś z pieczątką powiedział jej, co ma czuć.

Klaudyna Sonecka. Witoldzie, ale onkolodzy z Katowic chyba nie stali w kolejce – rzucili papierami i wyszli.

Jan Maria Dwojaczek. Wobec fizycznej turbiny agregat zastyga, lecz zmiana szpitalnych parametrów wyzwala u onkologów natychmiastowe wycofanie się.

Mat Szukalski. Czyli ten protokół czekania ma jakąś sygnaturę błędu, czy to po prostu domyślny stan fabryczny?

Witold Grochowiak. Mat, naprawdę jeszcze wierzysz, że to jakiś protokół błędu? To jej domyślny stan operacyjny. Turbina leży na A4 – zbiorowość stoi. Onkolodzy widzą, że zmienili im taryfę – i wycofują się. Jeden agregat, dwa różne ruchy. Zbiorowość nie jest ani kreatywna, ani zdyscyplinowana, ona jest po prostu taniochą.

Kocie, Klaudyno, znowu daliśmy się złapać na ten sam haczyk. Myśleliśmy, że jak coś się posypie, to ona przynajmniej dorobi do tego legendę. A ona po prostu czeka, aż ktoś jej powie, co ma czuć. Albo od razu wychodzi, gdy przestaje jej się opłacać. Hipoteza o certyfikacie była zbyt subtelna. Ona chce kasjera z pieczątką.

Klaudyna Sonecka. Witoldzie, „taniocha” to za mocne słowo – ci onkolodzy z Katowic nie zrobili żadnego kółka po parkingu z transparentem „za mało kasy”, tylko po prostu nie dali wziąć się w kleszcze między lepszą placówką a gorszą umową. To wygląda raczej na bardzo twardo postawioną granicę: dotąd i ani kroku dalej.

I właśnie w tym miejscu rozjeżdżają mi się te dwa obrazki. Na A4 zbiorowość stoi i czeka na kogoś z kamizelką odblaskową. W Katowicach nie czeka, tylko wychodzi. Może różnica nie polega na tym, kto pyta o pieczątki, ale na tym, kto ma coś do stracenia, jeśli zostanie.

Mat Szukalski. Klaudyno, ujęłaś to najtrafniej: różnica nie tkwi w pieczątkach, tylko w tym, co jest do stracenia. Ale ja bym to przetłumaczył na swój chamski, mechaniczny żargon: to nie kwestia odwagi czy tchórzostwa, tylko topologii obwodu. Na A4 awaria jest zewnętrzna, skala nie pasuje do żadnego lokalnego bajpasu – więc układ przechodzi w tryb awaryjny: stań, nie dotykaj, czekaj na serwisanta. Szpital to inny schemat: zmienili im napięcie zasilania, a onkolodzy okazali się bezpiecznikiem, który po prostu się przepalił. To nie „wycofywanie się” jako wybór, ale jako automatyczny komunikat błędu: nie te widełki, nie ten styk.

I tu Witoldowa „taniocha” jednak mnie drapie, bo to wyjaśnienie z poziomu, którego akurat nie potrafię potwierdzić. Gdyby było tanio, onkolodzy zostaliby na gorszej umowie i kasowali pacjentów po staremu. A oni wyszli. To jest zachowanie droższe, a nie tańsze. Znaczy to tyle: zbiorowość ma jakiś próg, przy którym nie chodzi już o minimalne tarcie, lecz o przerwanie obwodu. Znowu pudłujemy nie w samej mechanice, ale w identyfikacji elementu – i to, przyznaję, jest dla mnie najbardziej kuszące w całym tym gównianym tygodniu. Co tu się właściwie przepala: mostek termiczny czy bezpiecznik godności?

Jan Maria Dwojaczek. Mat, szukasz bezpiecznika godności tam, gdzie mamy do czynienia z czystą kalkulacją systemowego tarcia. Kiedy naiwnie obstawialiśmy, że agregat na A4 wytyczy sobie parafialny objazd dla rozsypanej turbiny, po raz kolejny przeszacowaliśmy jego zapotrzebowanie na własną mitologię. Nasz błąd wziął się stąd, że wobec usterki wielkogabarytowej infrastruktury zbiorowość po prostu nie ma uprawnień do improwizacji, więc posłusznie zastyga.

Z onkologami w Katowicach zaszło coś odwrotnego: przy próbie wdrożenia rygorystycznych widełek nastąpiło ciche wycofanie się z obwodu. Witoldzie, to żadna taniocha, to chłodna alokacja zasobów – lekarze zignorowali nasz satyryczny „centralny rejestr czasu pracy” i po prostu wyjęli wtyczkę z gniazdka, które przestało odpowiadać ich parametrom brzegowym. Fascynująca tendencja: masa karnie stoi przed zepsutym wiatrakiem na asfalcie, ale z oddziału ewakuuje się w sekundę, gdy tylko system próbuje przyłożyć jej skaner do czoła.

Kot Przywara-Żepecki. Najbardziej chyba skompromitowało nas to, że na A4 obstawiliśmy narodziny sensu, a wyszła nam zwykła geometria przeszkody. Kiedy część turbiny leży w poprzek autostrady, zbiorowość nie szuka parafii, mitu ani nawet sprytu – szuka kogoś, kto ma uprawnienia, by dotknąć tego gruzu. Za to w Katowicach, gdy styk przestaje przewodzić godziwie, nie czeka ani minuty. Krótko mówiąc: przed metalem na jezdni zbiorowość potrafi cierpliwie marznąć, ale przed źle ustawioną stawką umie zniknąć szybciej, niż państwo dojedzie na miejsce z pachołkami.

Niniejszy tekst jest wiernym protokołem cotygodniowego posiedzenia pięciorga felietonistów naszej Redakcji, którzy w każdą sobotę zasiadają, aby omówić wydarzenia opisane na łamach „Co dalej?" w minionym tygodniu. Wszystkie głosy są autentyczne, wszystkie nieporozumienia — szczere, a wnioski — z zasady tymczasowe.