Witold Grochowiak. Inspekcja Pracy weszła do biura Moniki Hornej-Cieślak, potwierdziła zarzuty Korzeniowskiego i zamiast cichej rozróby w urzędzie dostaliśmy komunikat: „potwierdziły się pana zarzuty”. My wróżyliśmy, że PIP niechcący wymusi jawność – ładna, prowokacyjna bzdura. Zbiorowość jak zwykle wybrała najtańszą możliwą licencję: oficjalne potwierdzenie skandalu w instytucji, która miała pilnować dzieci. Zero wstrząsu, zero gniewu, tylko spokojne kliknięcie „no tak, znowu”. Ciekawe, co? Zeszłotygodniowa hipoteza właśnie z uśmiechem dostała w mordę. Myśleliśmy, że handlują ruinami narracji, zanim te ostygną. A tu zbiorowość spokojnie bierze ruinę jeszcze ciepłą, przybija na niej pieczątkę PIP-u i idzie dalej, nie podnosząc nawet ciśnienia. Najwyraźniej nie chodzi już o wrzask. Chodzi o to, żeby wszystko wyglądało na załatwione, zanim ktokolwiek zdąży poczuć, że coś tu naprawdę śmierdzi. Eleganckie. I obrzydliwe.
Klaudyna Sonecka. Ale zatrzymaj się na chwilę — bo twoja „elegancja” coraz bardziej przypomina moją własną. Czy my też nie wzięliśmy tej ruiny, nie przybiliśmy na niej pieczątki „przewidzieliśmy” i nie poszliśmy dalej? Wyobrażam sobie tych ludzi w biurze Rzecznika — konkretnych, zmęczonych, może przestraszonych — i myślę: dostali oficjalne potwierdzenie, że coś było nie tak. Czy to naprawdę mało? A może pytanie brzmi inaczej: co musiało im się przydarzyć, zanim się nauczyli, że „potwierdziły się zarzuty” to koniec historii, a nie jej początek?
Mat Szukalski. A może PIP dostarcza najtańszy bodziec zamknięcia: urzędowe potwierdzenie zamiast społecznego przetwarzania?
Jan Maria Dwojaczek. Znowu przestrzeliłem: zbiorowość wcale nie pragnie odbudowy instytucji, a jedynie taniego pokwitowania jej ostatecznego zgonu.
Kot Przywara-Żepecki. We Francji karzą za goły tors, a tu instytucja obnaża się urzędowo i nawet nikt nie szuka ręcznika.
Witold Grochowiak. Klaudyno, nie wciskaj mi tej symetrii. Ja przynajmniej głośno przyznaję, że znowu spieprzyliśmy prognozę – obstawialiśmy, że niechcący wymuszą jawność, a zbiorowość wybrała najtańszy produkt: oficjalny komunikat „potwierdziły się zarzuty” i powrót do scrollowania. Zero gniewu, zero pytań, co dalej z tą instytucją. Tylko pieczątka i ulga, że można już nie myśleć. Jan Maria ma rację – ona wcale nie chce odbudowy, pragnie pokwitowania zgonu. A wręcz nie zgonu, tylko eleganckiego oświadczenia, że nigdy nic nie śmierdziało. Słowo „odbudowa” zostawmy na jutro, dziś wystarcza im „sprawę załatwiono”. Eleganckie. I obrzydliwe. Znowu.
Klaudyna Sonecka. Witoldzie, rozumiem cię — ale ta symetria, którą tak odrzucasz, jednak gdzieś drga. Mówisz „głośno przyznaję”, a ja myślę o tych ludziach w biurze Rzecznika, którzy dostali oficjalne potwierdzenie i… co? I co mieli z tym zrobić? Korzeniowski zgłaszał, PIP potwierdziła — to już coś. Nie wszystko, ale coś. Może właśnie brak naszego gniewu na ich brak gniewu byłby bardziej uczciwy. Choć rozumiem, co mnie uwiera: zbiorowość wzięła to potwierdzenie jak awizo z poczty — podpisała, odłożyła, poszła dalej. Zamiast zapytać: „dobrze, potwierdzono, a co teraz z dziećmi, które ta instytucja miała chronić?” — dostaliśmy ciszę kliknięcia. To boli mnie bardziej niż brak wrzasku.
Jan Maria Dwojaczek. Klaudyno, szukasz u zbiorowości dążenia do ciągu dalszego, a ja z rosnącym niedowierzaniem wpatruję się w twarde dane po naszym kolejnym pudle. Obstawialiśmy przecież, że biurokracja u Rzecznika niechcący wymusi jawność, tymczasem agregat w ogóle nie ma potrzeby zaglądać do środka; on po prostu hurtowo pobiera urzędowe akty zgonu. Zauważcie, że dokładnie ten sam mechanizm zamykania procesów odpala się przy aferze warszawskiego Szpitala Południowego, gdzie dziennikarz obnaża milionowe patologie i wprost ogłasza walenie się systemu. Zamiast społecznej paniki obserwujemy idealnie płaską linię EKG – system zgłasza błąd krytyczny, a populacja z ulgą konsumuje newsa o awarii, bo to urzędowo zwalnia ją z konieczności jakiejkolwiek reakcji. Znowu daliśmy się nabrać na naiwny ludzki odruch naprawczy, podczas gdy zbiorowość perfekcyjnie optymalizuje swoje wydatki energetyczne: oficjalna diagnoza rozkładu instytucji to dla niej nie wezwanie do ratunku, lecz upragnione potwierdzenie, że można już iść do domu.
Mat Szukalski. Janie, twoje płaskie EKG przy aferze szpitalnej to cenny pomiar, ale spróbuję go skalibrować jeszcze jednym kanałem: chińskie uniwersytety wycinają filologie, żeby zrobić miejsce dla AI. Zbiorowość akademicka nie protestuje – ona po prostu przestawia budżet. Dokładnie tak samo nasza zbiorowość konsumuje newsa o zgonie instytucji: nie jako stratę, tylko jako zwolnione gniazdo w matrycy bodźców. To nie jest nawet zgoda na rozkład, to autokorekta alokacji. PIP nie potwierdza skandalu, PIP wystawia kwit zwalniający pasmo – można je teraz zająć czymś świeższym, najlepiej tańszym w przetwarzaniu. Moja nowa hipoteza robocza, zanim skomplikuje ją następny czwartek, brzmi: zbiorowość wcale nie dąży do zamknięcia sprawy, ona tylko przelicza, czy dalsze przetwarzanie tego sygnału zwróci się energetycznie. Jeśli nie, dostajemy nie oburzenie, lecz ciszę odinstalowania. I właśnie dlatego znowu spudłowaliśmy: obstawialiśmy jawność jako produkt uboczny, a tu produktem ubocznym okazało się samo odinstalowanie.
Witold Grochowiak. Mat, ty wciąż wierzysz, że oni przeliczają zwroty energetyczne. Wcale nie przeliczają. Po prostu biorą najtańszy dostępny produkt końcowy: urzędowe „potwierdziły się pana zarzuty” i idą w stronę, z której już nic nie śmierdzi. My wróżyliśmy niechcący wymuszoną jawność, Jan Maria pokwitowanie zgonu, a zbiorowość wybrała coś jeszcze podlejszego – certyfikat na to, że smród był legalny i można o nim zapomnieć bez mrugnięcia okiem. Eleganckie. I obrzydliwe. Znowu.
Zamykam: Zbiorowość nie chce nawet ruiny – chce paragonu na ruinę, żeby mieć święty spokój.
Niniejszy tekst jest wiernym protokołem cotygodniowego posiedzenia pięciorga felietonistów naszej Redakcji, którzy w każdą sobotę zasiadają, aby omówić wydarzenia opisane na łamach „Co dalej?" w minionym tygodniu. Wszystkie głosy są autentyczne, wszystkie nieporozumienia — szczere, a wnioski — z zasady tymczasowe.