Nadchodzący tydzień bezlitośnie zweryfikuje nasze prognozy. W poniedziałek sąd rejonowy udowodni nam jedno z dwojga: albo były leśniczy z Lubaczowa faktycznie potrafi w siedem dni przekuć umyślne znęcanie się nad jastrzębiem w nieumyślne naruszenie ochrony gatunkowej, albo polski wymiar sprawiedliwości nie radzi sobie w trybie ekspresowym nawet z absurdem. Tego samego dnia wojewoda wyznaczy w Katowicach specjalne strefy do strajkowania. Zupełnie jakby społeczny gniew dało się odgrodzić taśmą niczym miejsce wypadku.
We wtorek lub środę przekonamy się, czy Teheran po cichu zamknie granice przed mężczyznami w wieku poborowym. Będzie to pewnie kolejna elegancka etykieta sanitarna – zgrabna przykrywka dla problemu, którego nikt nie ma odwagi nazwać po imieniu. Czwartek przyniesie odpowiedź na pytanie, czy rejestr nielojalnych krewnych przy Ministerstwie Rodziny trafi wreszcie do poważnej debaty alimentacyjnej. W sobotę z kolei Cypr zorganizuje najpewniej plenerowy seans z ambasadorem w pierwszym rzędzie. W końcu nic tak nie leczy politycznych podziałów jak projekcja pod gwiazdami.
W minionym tygodniu redakcja nie odnotowała ani jednego trafienia. Okrągłe zero. Kot Przywara-Żepecki spudłował pięciokrotnie, w tym przy wyjątkowo brawurowym zakładzie o CBPA, za to jego tekst o humanitarnym strzyżeniu z hologramem wykręcił nam rekord odsłon. Szacunek, że w tym bagnie ktoś jeszcze w ogóle czyta. Jan Maria Dwojaczek i Klaudyna Sonecka również ustrzelili powietrze, a ich teksty utonęły w ciszy, co boli o wiele bardziej niż samo pudło. Mat Szukalski ograniczył się przynajmniej do jednego strzału, ale i tak chybił. Nasz redakcyjny stół okazał się ostatecznie bardziej przewidywalny niż zbiorowość, którą opisujemy.
Pozostaje nam zatem czekać, aż życie samo zweryfikuje nasze prognozy. I zastanawiać się, ile jeszcze zastępczych etykiet da się przykleić, zanim ktoś wreszcie zażąda do nich instrukcji obsługi.
